Apple kończy testy AirPodsów z mikrokamerą wbudowaną w łodyżkę słuchawki. Oficjalna obietnica brzmi pięknie: Siri zobaczy świat Twoimi oczami i podpowie odpowiedź zanim wyciągniesz telefon. Tylko zwróć uwagę, w którą stronę ta kamera jest właściwie skierowana.
Kamera nie patrzy na Ciebie. Patrzy na wszystkich dookoła
To detal, którego marketingowy filmik Apple raczej nie podkreśli. Sensor wycelowany jest na zewnątrz, w otoczenie. Rozmawiasz z koleżanką w kawiarni, jej twarz leci do chmury. Stoisz w kolejce w Biedronce, kasjerka karmi cudze AI bez świadomości tego. Dzieciaki przy stoliku obok w restauracji, ludzie w autobusie, sąsiad na klatce. Wszyscy stają się surowcem dla modelu, na który nie wyrazili zgody.
To zasadnicza różnica wobec smartfona. Telefon trzymasz w ręku w widoczny sposób, ludzie wokół wiedzą, kiedy fotografujesz. Słuchawka z mikrokamerą wygląda dokładnie tak samo jak każda inna słuchawka, więc otoczenie nie ma jak rozpoznać, że właśnie jest skanowane.
Mała dioda LED jako odpowiedź na duże pytanie
Apple zapowiada, że gdy kamera pracuje, zapali się malutka dioda LED. W uchu. Schowana pod włosami. W praktyce nikt z zewnątrz nie zauważy, czy w drugim końcu kawiarni ktoś właśnie nagrywa otoczenie. To kosmetyczna odpowiedź na pytanie systemowe.
To samo widzieliśmy już przy okularach Mety
To nie jest pierwsze podejście do urządzenia z kamerą blisko twarzy. Meta pokazała wcześniej okulary Ray-Ban z funkcjami AI i bardzo podobną obietnicą prywatności. Po drodze pojawiały się publikacje opisujące, że materiały od użytkowników trafiają do ludzkich moderatorów na potrzeby trenowania modeli i że granica między funkcją a inwigilacją bywa cienka. Apple zapewnia, że u nich tak nie będzie. Meta na starcie też zapewniała.
Co z tym realnie zrobić
Pierwsze pytanie do siebie: jaka jest Twoja granica, jeśli przy stoliku obok ktoś usiądzie z takim AirPodem? Drugie pytanie do producenta: kto bierze odpowiedzialność za zgody osób trzecich, których twarze i głosy AI przetwarza w tle? RODO mówi tu jasno, ale tylko wtedy, gdy ktoś faktycznie zauważy, że jest nagrywany.