Pokemon Go zebrało 30 miliardów zdjęć od graczy. Skanowanie zabytków i budynków kamerą telefonu, dostępne od 2020 roku dla graczy powyżej 20. poziomu, dawało nagrody w grze. Gracze skanowali chętnie. Nikt nie pytał, po co te dane naprawdę są zbierane.

Od gry mobilnej do robotów dostawczych

W maju 2025 Niantic sprzedał dział gier za 3,5 miliarda dolarów i wydzielił technologię map 3D jako osobną firmę: Niantic Spatial. Teraz współpracuje z Coco Robotics, operatorem ponad tysiąca robotów dostawczych w Los Angeles, Chicago, Miami i Helsinkach.

Roboty korzystają z systemu VPS (Visual Positioning System), który rozpoznaje budynki na podstawie obrazów. Skąd te obrazy? Od graczy Pokemon Go. Robot porównuje to, co widzi kamera, z milionami zdjęć tych samych lokalizacji zrobionych przez graczy. Dokładność: centymetry, znacznie lepsza niż GPS.

Legalne, ale czy uczciwe?

Prawnie wszystko się zgadza. Regulamin Pokemon Go pozwalał na wykorzystanie zebranych danych. Gracze zaakceptowali warunki. Tyle że nikt realistycznie nie przewidywał, że zdjęcia pomników i kościołów posłużą do nawigacji autonomicznych robotów na ulicach amerykańskich miast.

To klasyczny scenariusz: dane zbierane w jednym kontekście (rozrywka) zostają wykorzystane w zupełnie innym (komercyjna robotyka). Formalnie zgodne z prawem. W praktyce, gracze nie mieli pojęcia.

Dlaczego to ważne?

Pokemon Go to przykład szerszego trendu. Firmy technologiczne zbierają dane przez produkty konsumenckie, a potem budują na nich zupełnie nowe biznesy. Warto o tym pamiętać za każdym razem, gdy aplikacja prosi o dostęp do kamery "dla lepszego doświadczenia".

Chcesz lepiej rozumieć, jak firmy wykorzystują AI i Twoje dane? Sprawdź kurs Skuteczne Prompty, a praktyczne narzędzia do pracy z AI znajdziesz w Repozytorium Promptów.