
Nie ustawiam par pod drzewem. Chodzę obok i czekam na moment, w którym zapominacie, że tam jestem.
Sprawdź terminNazywam się Marta Wiśniewska i od jedenastu lat jeżdżę po Polsce z aparatem. Zaczynałam od reportażu prasowego i to zostało mi do dziś: wolę złapać prawdziwą łzę ojca panny młodej niż idealnie ustawioną grupę przy schodach.
Pracuję sama, bez asystentów i bez lamp w twarz. Na miejscu jestem od rana, zwykle jeszcze zanim przyjedzie fryzjerka, i zostaję do ostatniego tańca.
„Baliśmy się, że przez cały dzień będziemy pozować. Marty prawie nie zauważyliśmy, a potem dostaliśmy zdjęcia, na których widać wszystko, czego nie zdążyliśmy zapamiętać."