25 lipca 2026 użytkownik Reddita wpisał w Google jedno zapytanie i zobaczył listę cudzych rozmów z Claude. Nie były to rozmowy wykradzione ani wyciekłe z serwera. Były to czaty, które ich autorzy sami udostępnili linkiem, w przekonaniu, że link zobaczy tylko ta osoba, której go wyślą. Wpis zebrał ponad osiem tysięcy głosów i tysiąc trzysta komentarzy w kilkanaście godzin.
Etykieta mówi jedno, technika robi drugie
Funkcja udostępniania działa w Claude tak samo jak w większości narzędzi AI. Klikasz Udostępnij, dostajesz adres, wysyłasz go komu chcesz. Przy przycisku widnieje opis: każdy, kto ma link. Brzmi jak dokument w chmurze z ograniczonym dostępem, a technicznie jest to zwykła strona internetowa pod publicznym adresem. Różnica ujawnia się w momencie, w którym ten adres pojawi się gdziekolwiek publicznie: na forum, w komentarzu, w zgłoszeniu błędu na GitHubie. Wtedy robot wyszukiwarki może do niego trafić.
Na czym dokładnie polegał błąd
Tu warto być precyzyjnym, bo w relacjach medialnych pojawiło się uproszczenie, że Anthropic zapomniał o zakazie indeksowania. Strony udostępnionych rozmów wysyłały nagłówek x-robots-tag z instrukcją zakazującą indeksowania. Problem polegał na czymś innym: plik robots.txt zabraniał robotom wchodzenia na ścieżkę /share/, więc Googlebot nigdy tej strony nie odwiedził i nigdy nie przeczytał zakazu, który na niej leżał.
To klasyczna pułapka pozycjonowania. Blokada w robots.txt nie oznacza zakazu wyświetlania w wynikach. Oznacza tylko zakaz wejścia. Jeżeli wyszukiwarka pozna adres z zewnątrz, może go pokazać w wynikach mimo blokady, bo instrukcji zakazującej nie miała jak zobaczyć. Skuteczny zakaz indeksowania wymaga, żeby robot mógł stronę odwiedzić i tę instrukcję odczytać.
Co znalazło się w wynikach
Żadna z tych rzeczy nie trafiła tam przez włamanie. Trafiła tam, ponieważ ktoś wkleił dane do czatu, żeby AI pomogło mu je przeanalizować, a potem udostępnił rozmowę linkiem współpracownikowi.
To nie pierwszy raz i nie jedna firma
OpenAI zareagowało wtedy najostrzej, bo wyłączyło całą opcję pozwalającą wyszukiwarkom pokazywać udostępnione rozmowy. Szef bezpieczeństwa informacji firmy nazwał ją krótkotrwałym eksperymentem. Anthropic dopisał brakującą instrukcję w ciągu doby i wyniki zaczęły znikać z Google jeszcze tego samego dnia. To jednak nie zamyka sprawy, bo w międzyczasie powstały kopie. Jedno z archiwów opublikowanych na GitHubie zgromadziło ponad jedenaście tysięcy wiadomości z czatów Claude i Groka, zanim zostało usunięte. Wyszukiwarka Bing pokazywała część adresów jeszcze po zniknięciu ich z Google.
Jak sprawdzić to u siebie
Wniosek na przyszłość
Wyłączenie udostępniania rozwiązuje problem, który już powstał. Warto jednak wyciągnąć wniosek szerszy, bo sama funkcja wróci w kolejnych narzędziach, a błąd jednej linijki konfiguracji może się powtórzyć u dowolnego dostawcy. Zasada jest prosta: rozmowa udostępniona linkiem to strona w internecie, a nie prywatna wiadomość. Zanim wkleisz do czatu dokument z nazwiskami, numerami albo dostępami, załóż, że kiedyś ktoś obcy może na tę stronę trafić.
Więcej o tym, jak pracować z modelami tak, żeby nie oddawać im więcej danych, niż potrzebują, znajdziesz w moim wpisie o lokalnym modelu AI, który nie wysyła danych do chmury. Jeśli chcesz nauczyć się formułować polecenia tak, aby uzyskiwać dobre wyniki bez wklejania wrażliwych danych, zajrzyj do kursu Skuteczne Prompty.